Magda Gessler - Newsweek

Magda Gessler - Newsweek

W Sasinie koło Łeby miała kiedyś restaurację pani Ewa. Pamiętam ją sprzed lat, tym chętniej pojechałam do niej ponownie. Zjawiłam się zupełnie poza sezonem i jadąc, zastanawiałam się, czy w ogóle jest otwarte. Po dotarciu do celu moim oczom ukazała się zupełnie zwyczajna chata, w środku płonęły drwa w kominku, przy nim stały dwa stoły. Natomiast kelner przy wejściu oznajmił mi, że nie wejdę, bo już po dwudziestej, a restauracja, choć owszem, czynna o tej porze roku, to wyłącznie do dwudziestej, i do widzenia.

Do środka dostałam się dzięki przystojnemu właścicielowi, który opowiedział mi o tym starym-nowym miejscu nieco więcej. Okazało się, że obecnie restauracja należy do niego, czyli syna pani Ewy, i jego żony Hani. Oboje wyemigrowali jakiś czas temu do Londynu i to sprawiało, że tym bardziej pokochali polską kuchnię. Zauroczeni potrawami mamy zaczęli rozwijać je i ulepszać, choć wbrew wszelkim oczekiwaniom nie nawieźli ze sobą z zagranicy żadnych dziwactw. Ich kuchnia pozostała prosta i tradycyjna, co nie znaczy, że anachroniczna.

Na początku ugoszczono mnie najlepszymi na świecie śledziami. Wiem, że często przy okazji opisywania dań, które mnie zachwycają, twierdzę, że są najlepsze na świecie, ale te śledzie naprawdę takie były. Byłam strasznie głodna, a ich delikatność i genialny smak po prostu wzruszały. Kolejny zachwyt to najcudowniejszy, chrupiący płat świeżego bałtyckiego dorsza, genialnie usmażonego. Potem pojawiły się na stole wieprzowe żeberka z cudownym puree i buraczkami. Tak, zwyczajnie, ale pyszne, zamajerankowane, cudownie odchodziły od kości. Na koniec pani Hania popisała się zjawiskowym sernikiem, po którego skosztowaniu już wiedziałam, na czym polega magia tego miejsca. Zorientowałam się bowiem, że nie wiedzieć kiedy zapomniałam o tym, że jestem w restauracji. Czułam się goszczona nie jak w lokalu, ale jak w domu, jadłam naprawdę domowe potrawy, właściciele dzielili się ze mną radością, widziałam ich miłość do tego, co robią, i do siebie nawzajem. Zawitajcie do nich koniecznie i spróbujcie pstrąga, podobno pyszny, ja już nie zmieściłam.

Cały artykuł na stronie Newseeka.

Wróć